Próbowałam w to uwierzyć.
Nawet wtedy, gdy moja mała dziewczynka zaczęła stopniowo przestawać zwracać się do mnie.

Emma miała sześć lat, kiedy z Darrenem się rozstaliśmy. Uzgodniliśmy wspólną opiekę, choć na co dzień mieszkała ze mną, a do ojca jeździła co drugi weekend.
Potem Darren ożenił się z Sarah.
Na początku wydawała się wspaniała.
Pomagała Emmie odrabiać lekcje, zaplatała jej włosy, pamiętała, jakie płatki śniadaniowe lubi najbardziej, i doskonale wiedziała, jakie bajki chce słuchać przed snem.
Powinnam była poczuć ulgę.
Każda matka chciałaby, aby osoba opiekująca się jej dzieckiem była życzliwa i troskliwa.
A jednak coś w zachowaniu Sarah nie dawało mi spokoju.
Nienawidziłam siebie za to, że tak się czuję.
Potem Emma zaczęła wracać do domu i porównywać nas w drobnych sprawach.
– Sarah pozwala mi chodzić spać później.
– Sarah mówi, że dzieci nie muszą codziennie ścielić łóżka.
Za każdym razem, gdy wspominałam o tym Darrenowi, bagatelizował moje obawy.
– Za bardzo się nad tym zastanawiasz, Jen.
Przez jakiś czas mu wierzyłam.
Ale Emma powoli przestawała mnie potrzebować.
Kiedy proponowałam, że pomogę jej w lekcjach, odpowiadała:
– Sarah już mi to wytłumaczyła.
Kiedy brałam szczotkę, żeby uczesać jej włosy, delikatnie się odsuwała.
– Sarah robi to lepiej.
Pewnego popołudnia Emma wróciła do domu z bransoletką przyjaźni. Sarah kupiła sobie identyczną.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam Emmie, że jest piękna.
W środku jednak czułam, jakbym powoli znikała.
Wciąż zadawałam sobie pytanie, jaką matką trzeba być, żeby czuć zazdrość tylko dlatego, że inna kobieta kocha jej dziecko.
To poczucie winy sprawiało, że przez wiele miesięcy milczałam.
Aż pewnego wieczoru wszystko się zmieniło.