Sama dla siebie – historia o granicach i wolności

Antonina Pietrowna stała na środku kuchni i patrzyła na kartkę, która drżała w jej dłoniach. Nakaz zakwaterowania w akademiku. Data – sierpień. A na dworze był styczeń.

Pięć miesięcy. Pięć miesięcy kłamstwa.

Powoli opadła na stołek i przypomniała sobie, jak to się zaczęło.

Tamtego sierpniowego wieczoru stała przy kasie w supermarkecie i z żalem patrzyła na taśmę, po której sunęła laska suchej kiełbasy. „Brunszwicka”. Droga, cholera. Dziewięćset rubli, i to jeszcze w promocji. Dawniej pozwalała sobie na taki luksus tylko od święta.

A teraz będzie musiała kupować częściej. W domu czekał Paszeńka.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *