Gdy prezent dla teściowej kosztuje małżeństwo

— Jeśli chcesz, sam kupuj swojej matce prezenty. Ta kobieta przez trzy lata nie powiedziała mi ani jednego dobrego słowa, więc beze mnie — powiedziała Ksenia spokojnie, choć w jej głosie wyraźnie pobrzmiewała złość.

Wszystko zaczęło się dzień wcześniej, kiedy Witalij niemal wpadł do kuchni z telefonem w dłoni. Ksenia siedziała przy stole z laptopem i przeglądała dokumenty związane z pracą. Nawet nie podniosła głowy, gdy mąż zaczął z entuzjazmem opowiadać o planowanym przyjęciu urodzinowym swojej matki.

— Ksiusza, nie uwierzysz! Mama postanowiła urządzić urodziny z prawdziwym rozmachem. Pięćdziesiąt dziewięć lat to w końcu poważny wiek!

Ksenia upiła łyk herbaty.

— A co w tym niezwykłego? Co roku świętuje z rozmachem. Tym razem nawet nie ma jubileuszu, a już robi się z tego wielkie wydarzenie.

Witalij usiadł naprzeciwko niej i pochylił się nad stołem.

— Nie o to chodzi. Mama przygotowała listę prezentów dla wszystkich gości. Wyobrażasz sobie? Każdy krewny dostał konkretne zadanie, żeby nikt nie przynosił przypadkowych rzeczy. Ciocia Gala ma kupić złote kolczyki, wujek Stiepa zestaw do serwowania sushi, i to nie byle jaki, tylko najlepszy. I tak dalej.

Dopiero wtedy Ksenia oderwała wzrok od ekranu i spojrzała na męża.

— Witalij, mówisz poważnie? To już nie urodziny, tylko jakiś aukcyjny katalog życzeń. A czego zażądała od nas?

Mąż wyraźnie się speszył. Zaczął nerwowo stukać palcami o blat.

— Widzisz… mnie przypadła szczególna misja. Mama powiedziała, że jej salon wymaga odświeżenia i że najwyższa pora wymienić meble wypoczynkowe.

Odchrząknął.

— Wszystkie.

— Wszystkie? — Ksenia zamknęła laptop. — Ma tam trzyosobową sofę, dwa fotele i pufę. Przecież to kosztuje fortunę.

— Wiem, wiem — odpowiedział Witalij, rozkładając ręce. — Ale ona już wszystkim powiedziała, że jej syn zrobi taki prezent. Upatrzyła zestaw w „Meblowym Raju” za sto pięćdziesiąt tysięcy rubli. Tyle że w tej cenie jest tylko sofa i jeden fotel. Drugi fotel oraz pufę trzeba dokupić osobno.

Ksenia odstawiła filiżankę i skrzyżowała ręce na piersi.

— I co jej odpowiedziałeś?

— Powiedziałem, że się zastanowimy.

— My? — uniosła brwi. — Od kiedy moje zdanie ma jakiekolwiek znaczenie w rozmowach z twoją matką?

Witalij poruszył się niespokojnie na krześle.

— Ksiusza, mam odłożone pięćdziesiąt tysięcy, ale to za mało. Może dołożyłabyś resztę? Przecież dostałaś premię. I chyba miałaś jeszcze jakieś oszczędności.

Ksenia przez chwilę patrzyła na niego tak, jakby nie była pewna, czy mówi poważnie.

— Proponujesz mi oddać sto tysięcy rubli kobiecie, która przez trzy lata naszego małżeństwa ani razu nie zwróciła się do mnie po imieniu? Kobiecie, która przedstawia mnie znajomym jako „tę dziewczynę” albo „tymczasową partnerkę” swojego syna?

— Ona tylko tak żartuje — mruknął Witalij. — Poza tym te pieniądze nie są dla niej bezpośrednio. Chodzi o prezent.

— Witalij! W zeszłym miesiącu, podczas kolacji u twojej matki, zapytała cię przy mnie, czy nie powinieneś wreszcie znaleźć „normalnej żony, która będzie potrafiła urodzić dziedzica”. Zapomniałeś?

— Tak sobie zażartowała…

Mężczyzna odwrócił wzrok.

— Tydzień temu zadzwoniła do ciebie i powiedziała, że widziała mnie w kawiarni z kolegą z pracy, a potem stwierdziła, cytuję, że „zachowuję się jak ulicznica”. To też był żart?

— Ksiusza, to nie ma teraz znaczenia — odpowiedział Witalij i zaczął chodzić po kuchni. — Ważne jest to, że już obiecałem. Dałem słowo.

— Dałeś słowo w sprawie swoich pieniędzy, nie moich. Masz pięćdziesiąt tysięcy? Kup jej coś za tę kwotę.

W głosie Witalija pojawiła się błagalna nuta.

— Nie rozumiesz. Ona zamówiła katalog, wybrała model, kolor tapicerki. Nie mogę jej zawieść.

— A mnie możesz? — Ksenia również wstała. — Przez trzy lata znoszę lekceważenie i obraźliwe uwagi. Ani razu nie robiłam ci awantur z tego powodu. Ale wszystko ma swoje granice. Nie dam ani grosza na prezent dla osoby, która mnie nie szanuje.

Witalij pokręcił głową.

— To egoizm. Zwykły kobiecy egoizm. Ja przecież zawsze składam twojej mamie życzenia.

— Moja mama nie żąda od ciebie prezentów za setki tysięcy i nie mówi o tobie „ten człowiek”. Ona w ogóle niczego od nas nie wymaga. A kiedy ostatnio pojechaliśmy do moich rodziców, podarowali nam wyjazd nad morze, jeśli już zapomniałeś.

— Nie zapomniałem. Ale teraz nie o tym mówimy. Potrzebuję tych pieniędzy. Oddam ci je, obiecuję.

— Nie.

Ksenia wzięła laptop i ruszyła w stronę salonu.

— Nawet o tym nie myśl. Jeśli czegoś potrzebujesz, sam rozwiązuj ten problem. Ja nie będę w tym uczestniczyć.

— A więc tak? — krzyknął za nią Witalij. — Dobrze. Znajdę sposób.

Ksenia zatrzymała się w drzwiach.

— Grozisz mi? Świetnie. Czyli sofa twojej mamy jest ważniejsza niż szacunek do żony.

Następnego ranka konflikt wcale nie zniknął

Śniadanie upłynęło w napiętej ciszy. Witalij siedział przy kuchennym stole, wpatrzony w telefon, a Ksenia przygotowywała jedzenie, starając się nie patrzeć na męża. Wczorajsza rozmowa pozostawiła po sobie nieprzyjemny ciężar.

W końcu Witalij odłożył telefon.

— Ksiusza, może jeszcze raz o tym porozmawiamy? Całą noc myślałem i doszedłem do wniosku, że powinniśmy znaleźć kompromis.

— Jaki kompromis? Wszystko jest jasne. Obiecałeś swojej matce prezent, na który cię nie stać. To twój problem, nie mój.

— Ale jesteśmy rodziną. W rodzinie problemy rozwiązuje się wspólnie.

— Właśnie. Rodziną. A czy twoja matka kiedykolwiek traktowała mnie jak członka tej rodziny?

Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił jego telefon. Na ekranie pojawił się napis „Mama”.

— Cześć, mamo. Tak, oczywiście… Co? Teraz? Dobrze, będę czekał.

Po zakończeniu rozmowy spojrzał na żonę z zakłopotaniem.

— Przyjedzie za pół godziny. Chce pokazać jeszcze jakiś katalog i omówić szczegóły.

Ksenia bez słowa wstała, zabrała filiżankę i skierowała się w stronę wyjścia.

— Dokąd idziesz?

— Do sypialni. Pracować. Mam pilne terminy, a na rozmowę ze Swietłaną Michajłowną nie mam ani ochoty, ani czasu.

— Ale to niegrzeczne. Specjalnie do nas przyjedzie.

Ksenia spojrzała na niego chłodno.

— Niegrzeczny jest sposób, w jaki traktuje mnie od trzech lat. Moja nieobecność przy stole to zwykła samoobrona. Nie mam zamiaru ponownie robić za osobę, na której można bezkarnie wyładowywać złość.

Wizyta Swietłany Michajłowny

Dokładnie po trzydziestu minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Swietłana Michajłowna weszła do mieszkania z miną osoby przybywającej na inspekcję własnego majątku.

— Witalik, kochany!

Ucałowała syna w oba policzki i przeszła dalej, nawet nie zdejmując butów. Na podłodze pozostały ślady z ulicy.

— Przywiozłam katalogi. Z trzech różnych sklepów, ale najlepszy jest jednak „Meblowy Raj”, tak jak mówiłam.

Rozłożyła błyszczące broszury na kuchennym stole.

— A gdzie… ta? Twoja…

— Ksenia ma dużo pracy, mamo. Pokaż, co wybrałaś.

Swietłana Michajłowna przeciągle westchnęła.

— Praca… Co może być ważniejszego niż spotkanie z matką męża? Ale nie będziemy mówić o smutnych rzeczach. Spójrz tutaj. Ten zestaw. Idealne połączenie koloru i formy.

Wskazała zdjęcie eleganckiej sofy z dwoma dopasowanymi fotelami.

Witalij spojrzał na cenę.

— Mamo, to trochę drogo.

— Co znaczy „drogo”? Czy naprawdę tak wiele wymagam od jedynego syna? W twoim wieku twój ojciec już podarował mi mieszkanie. Poza tym nie patrz na cenę. Można przecież kupić na raty.

— Ale sto dziewięćdziesiąt tysięcy…

— I co z tego? Ty i ta… twoja żona macie dwie pensje. Czy naprawdę nie możecie raz w roku sprawić matce radości?

W tym momencie drzwi sypialni się otworzyły. Ksenia weszła do kuchni, podeszła do lodówki i wyjęła butelkę wody.

— Dzień dobry, Swietłano Michajłowno.

Teściowa zmierzyła ją wzrokiem.

— O, jesteś. Może dołączysz do rozmowy? To w końcu sprawa rodzinna.

— Dziękuję, ale nie uczestniczę w wyborze prezentu. To sprawa Witalija.

— Jak to nie uczestniczysz? Przecież jesteś jego żoną.

Ksenia spojrzała jej prosto w oczy.

— Właśnie. Jestem żoną pani syna, a nie pani bankomatem.

— Ksiusza! — oburzył się Witalij.

Ksenia nie podniosła głosu.

— Jeśli chcesz, sam kupuj swojej matce prezenty. Ta kobieta przez trzy lata nie powiedziała mi ani jednego dobrego słowa, więc beze mnie.

Odwróciła się i wyszła.

Gdy zamknęły się za nią drzwi, Swietłana Michajłowna teatralnie westchnęła.

— Widzisz, Witalik? Tak mówi o matce własnego męża. Musisz jej wytłumaczyć, że wartości rodzinne są święte.

— Tak, mamo. Porozmawiam z nią.

Odpowiedział posłusznie, choć po raz pierwszy w jego oczach pojawiło się wyraźne zwątpienie.

Ksenia stawia granicę

Po wyjściu matki Witalij długo krążył po mieszkaniu. Kilka razy podchodził do drzwi sypialni, zanim wreszcie zapukał.

— Mogę?

Ksenia siedziała na brzegu łóżka z telefonem w ręku. Gdy mąż wszedł, szybko zablokowała ekran.

— Po co pytasz? To również twoja sypialnia.

Witalij usiadł obok, zachowując pewien dystans.

— Postawiłaś mnie w bardzo niezręcznej sytuacji przed mamą. Teraz pomyśli, że między nami…

— Że nie zgadzamy się w sprawach finansowych? Bo się nie zgadzamy. Że nie chcę wydawać swoich pieniędzy na człowieka, który mną gardzi? To też prawda.

— Ona tobą nie gardzi. Po prostu macie inne poglądy na życie.

Ksenia zaśmiała się bez cienia radości.

— Inne poglądy? Nazywanie mnie przy gościach „tymczasowym zjawiskiem” to różnica poglądów? Krytykowanie mojego wyglądu, pracy i rodziny również? Witalij, otwórz oczy. Twoja matka mnie nie znosi i robi wszystko, żeby zniszczyć nasze małżeństwo.

Witalij zerwał się z łóżka.

— Przesadzasz. Owszem, czasem mówi ostro, ale chce dla nas dobrze.

— Dla „nas”? Może dla ciebie. Na pewno nie dla mnie ani dla naszego związku. Przez trzy lata milczałam, gdy mnie poniżała. Przez trzy lata uśmiechałam się i znosiłam jej „ostre wypowiedzi”. Koniec z tym. Jeżeli chcesz kupić jej sofę, kupuj. Ale nie za moje pieniądze.

Witalij rozłożył ręce.

— Skąd mam wziąć sto tysięcy? Właściwie nawet sto czterdzieści. Mam tylko pięćdziesiąt.

— To twój problem. Kup coś tańszego, pożycz od znajomych albo weź kredyt.

Witalij zatrzymał się na środku pokoju.

— Kredyt… To jest jakaś myśl.

Następnego dnia wrócił do domu w wyjątkowo dobrym humorze. Oświadczył, że wziął kredyt konsumencki w wysokości dwustu tysięcy rubli.

Ksenia wysłuchała go w ciszy.

— Mam nadzieję, że rozumiesz, iż będziesz spłacał go sam. Nie wydam swoich pieniędzy na prezent dla twojej matki.

— Ale jesteśmy rodziną! Mamy wspólny budżet.

— Już nie. Od tej chwili mamy oddzielne finanse. Sam zdecydowałeś o kredycie, bez mojego zdania i zgody, więc sam ponosisz odpowiedzialność.

Witalij chciał zaprotestować, lecz Ksenia zakończyła rozmowę i wyszła z pokoju.

Ciąg dalszy artykułu znajduje się na następnej stronie Reklama

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *